Dawid Radziszewski


Świątynia słonecznej medytacji

W południe, na początku lata, czujesz słońce prześlizguje się przez rozłożystą koronę i ją rozpala, sprawia że na wieki staje się migotliwa i jasna.

Dzieci w biały koszulkach biegną w kierunku szatni włożyć głowy pod kran, aby nic nie pozostało w umyśle pociemniałym od szczęścia pułapki. Patrzą na ciebie, zapomnianego przez wszystkich.

Tak zdołowany i zużyty że nie będziesz pamiętał gdzie skończyłeś kiedy wrócisz do świątyni słonecznej medytacji. Zaśniesz na ławce i obudzisz się na koncercie w ogrodzie, zamarznięty w zamarzniętym tłumie. Przenieś światło z włazu na dzieci, nawet jeśli wysiłek zużywa ci serce, niech wygrają nawet jeśli nie jesteś mile widziany w ich rumianej ekscytacji.

Cokolwiek trzymało cię do tej pory (wierzysz, że tajne prawo kurczy ludzi o 2 mm co rok, to samo prawo, którego nie lubisz a które chroni cie w chwilach wzmożenia, daje ci więcej niż zabiera w południe zastąpione pułapką polaroidu) stawia ci mikrofony i kamery w najprostszym ruchu świetlistego frontu Za kilkaset bajtów ktoś pokocha cie za dwieście lat.

Teraz wstań i poszukaj swojej dziewczyny w parku włazów. Ona leży na trawie, jest brutalnym, niezrozumiałym ciepłem w przejściu do lata.

Alex Văsieș

tłum. D.R.